Moje codzienne treningi,
gdzie każdy krok jest oddechem,
a każda chwila podróżą w głąb siebie
Jedną z form medytacji, a zarazem to chwile kiedy uwielbiam przebywać sama ze sobą, są moje treningi na świeżym powietrzu. Jako dziecko nie byłam specjalnie usportowiona, nie należałam do żadnej grupy ani do żadnego zespołu. Przez młodość również niespecjalnie mi na tym zależało. Dopiero w dorosłym życiu zaczęłam szukać aktywności, które spowodowałyby, że schudnę, bo oczywiście na tym mi tylko zależało na samym początku. Wtedy nie myślałam jeszcze o aspektach zdrowotnych ani po prostu o radości z ruchu. Próbowałam różnych form sportu, od aerobiku na sali treningowej, po basen, samodzielne ćwiczenie w domu, a nawet bieżnię w jednym z pokoi. Nigdy nie było to jednak to, co skutecznie podnosiłoby poziom endorfin w moim organizmie. Dopiero kiedy okryłam ruch na świeżym powietrzu, najpierw po prostu spacery, potem szybki marsz, a teraz doszło jeszcze Nordic Walking, poczułam „że jestem w domu”. Uwielbiam to, wręcz jestem od tego uzależniona. Nie mówiąc, iż ma to zbawienny wpływ na moją chorobę i ewentualne powikłania. Teraz w procesie przemiany, to co przeżywam na treningach jest nie do opisania. Potrafię do tego stopnia zatopić się w medytacji w ruchu, że nieraz nie pamiętam części drogi. Na niebie dzieją się wówczas niesamowite rzeczy, widzę Anioły, zwierzęta, serca, tęczę która pojawiła się znikąd. Niejednokrotnie krzyknęłam z zachwytu albo po policzkach popłynęły mi łzy. Te spektakle z chmur to prawdziwa magia, którą potrafię dostrzec swoją duszą i swoim sercem. Każdy mój krok jest oddechem, a każda chwila podróżą w głąb siebie.
Z radością w sercu ♥
M.
