Moje codzienne cudowne chwile, 

bez których nie wyobrażam sobie dnia

 


Jak wspomniałam we wcześniejszym poście, na ścieżkę swojej wewnętrznej przemiany wkroczyłam dzięki cudownej książce Agnieszki Maciąg. Dzięki niej moje życie każdego dnia zaczęło się wypełniać kolejnymi cudami. Za wskazówkami Agnieszki podążam nadal, czytając Jej kolejne mądre i przepiękne pozycje.

Obecnie jestem na takim etapie samorozwoju, iż nie wyobrażam sobie dnia bez kilku przepięknych chwil, które sobie ofiaruję. Są to moje małe cuda, które pomagają mi odzyskać równowagę i radość nawet w ciężkich momentach. Bo tak, mam je cały czas. Problemy, smutki i spadki nastroju mnie nie omijają. Pojawiają się nieproszone i domagają się uwagi. Tylko teraz łatwiej jest mi się z nimi rozprawić. Cały czas jestem w procesie, właściwie to jestem jeszcze na początku drogi ale już umiem pomóc sama sobie, wiem z czego mogę skorzystać i co mi przyniesie ukojenie. Z czasem, kiedy pogłębiam swoją wiedzę i świadomość, dokładam kolejne rytuały.

Dzień zaczynam bardzo wcześniej, około 5:30. Uwielbiam tak rano wstawać, choć oczywiście bywają dni kiedy trudno mi wynurzyć się z łóżka o tej godzinie. Nie robię jednak odstępstw nawet w weekendy i święta. Nie ma nic piękniejszego jak wstać skoro świt, kiedy w domu jeszcze wszyscy śpią, a świat nie obudził się zupełnie do codziennego biegu. Kocham ten spokój, ciszę i tą przestrzeń tylko dla siebie. 

Dzięki Agnieszce Maciąg trafiłam na jogę kundalini, którą praktykuję z Agnieszką Berą. I tutaj również dzieją się prawdziwe cuda, które opiszę w innym poście. Poranną praktykę rozpoczynam „powitaniem słońca”, a następnie przechodzę do kriji, relaksacji i medytacji. Potem modlę się do Boga, mojego Anioła Stróża oraz Archanioła Michała aby czuwał nad moimi najbliższymi. W tej „wygenerowanej” energii zabieram się za robienie śniadania mojemu kochanemu mężowi. Do przygotowanego posiłku każdego dnia dorzucam Mu karteczkę z jakimiś pięknymi bądź zabawnymi zdaniami. Na końcu dopisuję: „Kocham Cię ♥”. Zależy mi na tym, aby zawsze kiedy wyjeżdża z domu, wiedział jak jest dla mnie ważny. Przygotowując śniadanie słucham mantr: ochronnej „Aad Guray Nameh” oraz Mul Mantry, która umożliwia nam pozostawanie w idealnym przepływie i w równowadze, dzięki czemu nasze działania zaczynają przynosić zamierzone cele. Z biegiem czasu do mojej listy dochodzą kolejne przepiękne mantry. Rano, tuż po wstaniu z łóżka korzystam również z mądrości Ajurwedy – starożytnej medycyny mającej holistyczne podejście do zdrowia. Najpierw przez kilka minut płuczę jamę ustną olejem kokosowym, potem specjalnym czyścikiem robię higienę języka, myję zęby i na koniec piję ciepłą wodę. I choć te warsztaty duszy zajmują mi około 40 minut to jest to najcudowniejszy początek każdego poranka, który ładuje mnie niesamowitą energią na cały dzień, a ja z pełną siłą i motywacją mogę iść do pracy.

Odkąd jestem w procesie przestałam zupełnie czytać literaturę fabularną. Wcześniej przez wiele lat byłam stałą bywalczynią biblioteki. Czytałam ogrom książek. Teraz z perspektywy czasu uważam, że czytałam wręcz na akord. Poczułam również, że ta literatura nic już nie wnosi do mojego życia. Teraz pragnę czytać to co będzie dla mnie nauką, co rozwinie jeszcze bardziej moją świadomość. Zrezygnowałam więc na razie z wizyt w bibliotece i skupiam się na zupełnie innych pozycjach. Czytam powoli, z uważnością oraz szacunkiem do autora i wiedzy, którą chce mi przekazać. Poświęcam na to każdą wolną chwilę, którą znajdę. Te chwile dzielę również na naukę mantr, asan i zgłębianie wiedzy o jodze kundalini. A teraz również na pisanie bloga. Słucham swojego serca, aby w swoim życiu robić również coś twórczego.

Wieczorem odpalam kominek zapachowy, nalewam do niego olejek eteryczny z lawendy albo pomarańczy, zapalam świeczki i śpiewam mantrę uzdrawiającą „Ra Ma Da Sa”, którą kończę medytacją. Sypiam obecnie dużo lepiej niż przed procesem. Wcześniej było z tym bardzo słabo, często sięgałam po tabletki nasenne, a był moment, że rozważałam nawet pomoc psychiatryczną. Teraz zazwyczaj zapadam w sen bez problemu, a wybudzenia w ciągu nocy nie są tak częste jak kiedyś. Tu też wydarzyły się cuda ... Przed pójściem spać modlę się i otwieram serce na wdzięczność za wszystko co mnie spotkało w ciągu dnia. I jest to niesamowite ale każdego wieczoru czuję ekscytację na myśl o kolejnym poranku. Wręcz nie mogę się doczekać kiedy znów będę mogła wejść na matę. 

Tak wyglądają moje codzienne cudowne chwile, bez których nie wyobrażam sobie dnia. Momenty uważności i obecności tu i teraz. Chwile radości i wewnętrznej harmonii. 


Z radością w sercu ♥

M.

Popularne posty z tego bloga