Moje życie joginki
Wstaje o świcie, gdy świat jeszcze śpi,
dzień budzi się razem ze mną na macie.
Każda praktyka to pokłon ziemi,
rozmowa z ciałem, modlitwa dłoni …
Od 5 miesięcy jestem joginką. Jak to pięknie brzmi... Choć kiedy o tym wspominam, wielu ludzi, również z mojego najbliższego otoczenia, patrzy zdziwiona, często nawet nie podejmując tematu. Od nikogo jednak tego nie oczekuję, do nikogo nie mam żalu. Nigdy nie wspominam o tym, aby komukolwiek zaimponować. Po prostu ten temat przewija się czasami mimochodem w rozmowach. Joga to mój skarb, moja przestrzeń, moja droga i mój wybór. Nie dla poklasku, lecz z miłości do Prawdy. I jestem z tego bardzo dumna.
Kiedy otworzyłam drzwi do przestrzeni jogi kundalini, przekroczyłam je z pytaniami, bólem i nadzieją. Życie joginki bowiem to nie pasmo idealnych chwil. To droga pełna zarówno światła, jak i cieni, długa ścieżka usłana zarówno zachwytem jak i zwątpieniem. To łzy, które spadają na matę, cisza w długich medytacjach i podróż w głąb duszy.
Na samym początku joga była dla mnie euforią, niosła zachwyt i poruszenie. Unosiłam się nad codziennością i „tańczyłam w chmurach”. Później przyszło zderzenie z wyzwaniami i prawdziwa praca nad sobą, dyscypliną i pokorą. Przez ten czas zaznałam już momentów rezygnacji, kiedy problemy życiowe i bezsenne noce odbierały siłę, a Ego podpowiadało: „Nie siadaj dzisiaj na macie”. Ale ja nie odeszłam, bo Dusza szeptała mi do drugiego ucha: „Idź dalej”. Pokora, cierpliwość i determinacja – tego uczy mnie joga. Wyzwala również we mnie ogromny potencjał do tworzenia i samorozwoju. Uczy nie tylko ciała, ale także obecności w Tu i Teraz, uważności na siebie i współczucia dla innych. Praktyki online w Sat Nam Klubie to czas, kiedy nawet po najcięższym dniu dzieje się magia, przychodzi odpuszczenie i niezwykłe poczucie wspólnoty z innymi członkami Klubu, ludźmi którzy to wszystko tak samo rozumieją i czują. I choć nie jesteśmy ze sobą w tej samej fizycznej przestrzeni, to czujemy tą wspólnotę, połączenie i wibracje krążące podczas praktyki. Ja za każdym razem włączam kamerkę, co w moim wcześniejszym życiu byłoby nie do przejścia. Nie pokonałabym wtedy poczucia wstydu i braku wiary w siebie.
Nigdy nie zapomnę medytacji, podczas której mieliśmy spotkanie ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Nigdy jeszcze nie przeżyłam czegoś takiego. Był to dla mnie jeden z najbardziej wzruszających momentów w moim życiu. Ta chwila była tak magiczna, a emocje tak bardzo przepełniały moje serce, że płacz wzruszenia był nie do powstrzymania. Łzy, które spływały po moich policzkach nie były efektem bólu ani smutku, ale czystą, miękką falą miłości i głębokiego poruszenia. Dokładnie pamiętam wizję podczas tej medytacji, kiedy spotykam kilkuletnią MNIE i mówię do tej małej dziewczynki: „Widzę Cię. Widzę Twoją Duszę. Wiem co czujesz. Kocham Cię. Jestem przy Tobie”.
Odkąd jestem z jogą kundalini, nie było ani jednego dnia, abym nie usiadła na macie i nie zrobiła praktyki. Ale jest różnie. Czasami moje myśli krążą wokół aktualnych problemów, a czasem zagłębiam się w medytacji tak głęboko, że czuję jakbym odbywała podróż we wszechświecie. Jestem jednak TU codziennie. W domu, w pokoju hotelowym, gdziekolwiek przebywam, każdego dnia biorę głęboko oddech i otwieram serce, gotowa przyjąć wszystko, co chce mi przynieść los. Droga jednak przed mną daleka. Tak wiele mam nadal do przepracowania. Dusza szepce: „Tu jeszcze boli. Spójrz. Pokochaj. Uwalniaj”. A ja cierpliwie przeżywam każdy dzień, nawet ten który nie przynosi odpowiedzi, bo wiem, że cisza też mówi. I że nie każda zmiana musi być głośna. Cierpliwie kocham siebie w procesie, nawet kiedy wracam do starych wzorców, schematów, programów. Bo widzę już, że wzrost to nie linia prosta, ale spirala, która zawsze prowadzi do głębi siebie. Nie wierzę już, że przeciwności się przyciągają. Teraz wierzę, że przyciągam do siebie to, co rezonuje z moją prawdą, z moim spokojem i moim rytmem.
Nadal do mojego życia wracają bliskie mi kiedyś osoby Od początku procesu powitałam ponownie już kilka Duszyczek. Pojawiły się, abyśmy mogli zacząć wszystko od nowa, inaczej, piękniej, dojrzalej i bardziej świadomie. Daje mi to ogromną siłę i niebywałą radość, a moje całe serce jest otwarte na Ich obecność. Kiedy praktykuję, kiedy puszczam intencje we wszechświat, uzdrawiają się również relacje rodzinne, których nie było przez wiele lat. Łagodne światło wpada w końcu tam, gdzie długo było chłodno. Nie musi być idealnie. Wystarczy, że coś mięknie, że ktoś przestaje walczyć. Nie reaguje już tak samo, stara się wyciągnąć dłoń, okazać wsparcie, serdeczność i wyrozumiałość.
Wszechświat stale chce nam coś pokazać. Mówi do nas cicho. Nie przez wielkie wydarzenia, lecz przez drobiazgi, które z pozoru nic nie znaczą, a jednak zatrzymują nas przez chwile dłużej. Kiedy coś się powtarza – liczba, piosenka, przypadkowe spotkania, ludzie którzy powracają do naszego życia – to nie przypadek. To szept: „Spójrz. Tu jest lekcja. Tu jest kierunek”.
„Joga nie zmienia sposobu, w jaki postrzegamy rzeczy.
Zmienia osobę, która na nie patrzy.”
B.K.S. Iyengar
